Jak progresja podatkowa może sfinansować ochronę zdrowia

Potrzeby ochrony zdrowia rosną, a składka za nimi nie nadąża. Pokazujemy, że pieniądze w gospodarce są — trzeba je tylko sprawiedliwiej rozłożyć. Realna progresja podatkowa potrafi domknąć lukę, której składka nie domknie nigdy.

Monety w szklanym naczyniu z kiełkującą rośliną — wzrost finansowania

Ochrona zdrowia kosztuje coraz więcej: społeczeństwo się starzeje, leczenie jest droższe, a kolejki nie znikają. Naturalny odruch polityka brzmi: „podnieśmy składkę". Problem w tym, że składka to źle dobrane źródło — obciąża głównie pracę, a omija tych, których stać najbardziej. Tymczasem pieniądze w polskiej gospodarce są. Trzeba je tylko rozłożyć sprawiedliwiej — przez realną progresję podatkową.

Rosnące potrzeby, kurczące się źródło

Najlepiej widać to po Narodowym Funduszu Zdrowia. Jego rezerwy stopniały z 26 mld zł w 2024 r. do ok. 2,2 mld zł w 2026 r., a Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) szacuje, że w budżecie na zdrowie w 2026 r. brakuje co najmniej 23 mld zł. To nie jest jednorazowy dołek — to trwała przepaść między tym, ile system potrzebuje, a ile zbiera składka od pracy.

Skala finansowania. Polska wydaje publicznie na zdrowie ok. 6,3% PKB (8,1% PKB łącznie z wydatkami prywatnymi), przy średniej OECD ok. 7,1% (9,3% łącznie). To jeden z najniższych wkładów publicznych w tym zestawieniu krajów. Cel 8% PKB to postulat programowy Razem, nie stan obecny.

Dlaczego podnoszenie składki to ślepa uliczka

Składka zdrowotna obciąża przede wszystkim dochód z pracy. A im wyżej w drabinie dochodowej, tym łatwiej z tego obciążenia się wymknąć:

  • pielęgniarka na etacie oddaje 9% podstawy,
  • przedsiębiorca na podatku liniowym — 4,9% dochodu,
  • na ryczałcie składka jest kwotowa, więc przy wysokim przychodzie spada efektywnie do ok. 1,7%,
  • a od dochodu z dywidend, najmu prywatnego czy kapitału — 0% składki zdrowotnej.

Podniesienie składki dołoży więc kolejną daninę kasjerce i nauczycielowi, a rentiera żyjącego z kapitału w ogóle nie dotknie. To dokładnie ta sama regresywność, którą opisujemy w tekście: Kto naprawdę dźwiga ciężar podatków.

Efektywne obciążenie na zdrowie według formy dochodu

Wykres czytamy prosto: im wyżej i im bardziej „kapitałowy" dochód, tym mniejszy jego procent idzie na zdrowie. Składka karze pracę i premiuje kapitał — odwrotnie, niż powinno działać sprawiedliwe państwo.

Pieniądze są — tylko źle rozłożone

To nie jest tak, że Polski po prostu nie stać. Polska zbiera w podatkach i składkach ok. 37,3% PKB, przy średniej Unii Europejskiej ok. 40,4% (Eurostat, dane za 2022). Gdybyśmy zbliżyli poziom danin do unijnej średniej, mówimy o rzędzie ok. 113 mld zł rocznie dodatkowej przestrzeni fiskalnej. To nie są pieniądze leżące do „ściągnięcia" — to skutek politycznej decyzji, kto i ile płaci (składają się na ten dystans także niższe podatki pośrednie i preferencje dla kapitału, nie tylko regresja na samym szczycie).

Dla porównania: dociągnięcie publicznych nakładów na zdrowie do 8% PKB wymaga rzędu 60 mld zł rocznie więcej — czyli części tej przestrzeni. Nie brakuje więc pieniędzy w sensie absolutnym. Brakuje decyzji, kto ma się złożyć.

Dane źródłowe i poglądowe. Wartości na wykresie pokazują samą składkę zdrowotną jako % dochodu wg formy zarobkowania (na podstawie tabel ZUS 2026) — nie obejmują pozostałych podatków. Liczby makro (% PKB, dystans do UE) pochodzą z OECD i Eurostatu — odnośniki na końcu. Kwota „ok. 60 mld zł do 8% PKB" to szacunek mechaniczny: faktyczny wynik zależy od reakcji podatników, dlatego reformie musi towarzyszyć uszczelnienie i poszerzenie bazy, a nie samo podniesienie stawek.

Co proponuje Razem

Adrian Zandberg nie owija tego w bawełnę:

To patologia, że międzynarodowe koncerny płacą do budżetu tyle co nic. To nisko wiszący owoc, dziesiątki miliardów złotych.— Adrian Zandberg, termedia.pl
  • Realna progresja zamiast pozornej — wyższe stawki dla najwyższych dochodów, niższe obciążenie pracy nisko i średnio płatnej.
  • Wyższa kwota wolna, która najmocniej pomaga najmniej zarabiającym.
  • Skuteczne opodatkowanie korporacji i majątków, by ciężar przesunął się tam, gdzie są realne nadwyżki.
  • Finansowanie ochrony zdrowia z budżetu do poziomu co najmniej 8% PKB — zamiast łatania systemu kolejną składką od pensji.

Nie ma nic za darmo — przebudowa danin oznacza koszty przejścia i wymaga uszczelnienia, żeby kapitał nie uciekał do łagodniejszych form. Składka ma dziś jedną realną zaletę: trudniej ją po cichu obciąć niż pozycję w budżecie — dlatego finansowaniu z budżetu musi towarzyszyć ustawowy próg nakładów na zdrowie. Ale kierunek jest jasny: zdrowie finansuje się z całego dochodu narodowego wedle zdolności płatniczej, a nie z jednej daniny od pracy.

A jak konkretnie zmienić sam mechanizm finansowania zdrowia — ze składkowego na budżetowy — tłumaczymy w siostrzanym serwisie: Od Bismarcka do Beveridge’a: jak zmiana modelu uprości system i poprawi leczenie.

Źródła i dalsza lektura